- Nie zrobiła tego celowo - upierał się sędzia, patrząc Shelby w oczy. - Twoja matka nie popełniła samobójstwa.

Alli skinęła głową, wyobraŜając sobie siedzącego na krześle Marka, nie
Niestety, jest zanadto pruderyjna. Albo wyjątkowo prze¬biegła. Jeśli liczy na złapanie go w sidła, bardzo się myli. Nagle przyszedł mu do głowy świetny pomysł. Zacznie, flirtować z Arabella. Naturalnie, nie zamierzał uwieść siostry przyjaciela - wtedy rzeczywiście dolałby oliwy do ognia - ani się z nią żenić. Arabella jest ładna i nie tak niedoświad¬czona, jak by się mogło wydawać, a jej zachowanie może przysporzyć wiele kłopotów pannie Stoneham. Jeśli pofigluje nieco z małą, jej śliczna opiekunka już choćby z poczucia obowiązku będzie musiała im wszędzie towarzyszyć. A wów¬czas przyjmie jego zaloty z obawy, że w przeciwnym razie zrobi krzywdę jej podopiecznej.
uciekać. Scott przesunął się bliżej i wziął ją w ramiona.
Gdy nazajutrz rano Alli się obudziła, sypialnia tonęła w blasku porannego
- Niestety, panno Fabian, nie mam wyboru - odparł Mark, spuszczając wzrok. - Dzień święty został, tak jak pozostałe, stworzony dla człowieka, a sumienie nie po¬zwoliłoby mi w tak ciężkich chwilach być z dala od ojca chrzestnego - dodał z szacunkiem.
Scott zamknął za sobą drzwi sypialni i ujrzał, jak niania
ta rozmowa zdawała się być zbyt emocjonująca jak na to, że
R S
Nie zamierzam pana krytykować. - Zająwszy swoje miejsce
skończy dziesięć lat.
Właśnie udało się jej skończyć, gdy usłyszała, jak ktoś przekręca
Tucker będzie w tym czasie opiekować się małą.
uwieść, wręcz przeciwnie.
o tym doprowadzało ją do łez. Musiała wyjść z kuchni,


żwirowa, wyboista alejka prowadziła na środek rancza

- Z budki przy rogu Toulouse i Burgundy. Obok apteki i kościoła.
trochę u szczytu ulicy, w miejscu, w którym droga się rozwidlała.
- Tylko dla pana, milordzie - odparła ostro dziewczyna. - Ja nic z tego nie rozumiem! W każdym razie, stojąc tu, marnujemy czas. - Zerknęła na zegar na ścianie. - Jest już kwadrans po dziesiątej, proszę się pośpieszyć.

- Chciałam połoŜyć ją wcześniej - powiedziała. – Ale kołysząc ją w

64
- Nie wszyscy. - Marla patrzyła na pola za oknem,
oświetlonego terenu. Jej buty chlupały w coraz grubszej warstwie błota. Uważnie nasłuchiwała dźwięków

Mark spojrzał w dół i zobaczył róŜowe skarpetki, białe tenisówki i róŜową kokardę we

widoczne. Zmienił sie te¿ wyraz jej oczu. Dawna zalotnosc i
albo imie, które wyrwie jej pamiec z letargu.
¿adna zame¿na kobieta, wiec pomyslałam...